Stare porzekadło mówi, że Polak mądry po szkodzie – jednak w dzisiejszym wpisie postaramy się wbić kij w mrowisko i pokazać, że Polak powinien być mądry nie tylko przed szkodą, ale jeszcze mądrzejszy po szkodzie. W związku z tym podejmujemy temat uszkodzeń samochodów już w grudniu, kiedy na nasze drogi dopiero zaczynają wyjeżdżać piaskarki i solarki, zanim jeszcze pojawią się pierwsze dziury w jezdniach. Ale nie oszukujmy się – niektóre drogi są tak zniszczone i zaniedbane, że trzeba na nich uważać przez okrągły rok, a nie tylko na wiosnę.

Chcemy, aby każdy kierowca był uzbrojony w odpowiednią wiedzę, która pozwoli Wam nie tylko unikać wpadnięcia w „drogowy krater”, ale także domagać się należnego odszkodowania w razie nieprzewidzianego uszkodzenia auta. Ponadto, krok po kroku prześledzimy cały proces ubiegania się o zadośćuczynienie powstałej szkody i podpowiemy, na co zwrócić uwagę.

Nasza zima zła

Przez ostatnie kilka lat zimy w naszym kraju są jakieś dziwne. Albo przez całą kalendarzową zimę mamy dodatnie temperatury i tylko czasem przymrozki (zwykle bez śniegu), albo atak „macochy” następuje wtedy, gdy się jej już nie spodziewamy, czyli na przełomie lutego i marca. Pamiętacie kiedy mieliśmy do czynienia z normalną zimą, taką jak na filmach? Nie chcemy siać paniki, ale zmiany klimatu wydają się być w tym kontekście faktem. Jednak niezależnie od tego jaka będzie tegoroczna zima, praktycznie zawsze o tej porze roku zdarzają się przymrozki, a często całodobowy mróz, a później chwilowa odwilż i pojawia się wszędobylska woda (choć i w tej kwestii różnie ostatnio bywa – patrz susza) i tak w kółko.

W połączeniu z solą drogową są to idealne warunki do niszczenia nawierzchni każdej jezdni. Woda wnikająca przez mikrouszkodzenia w strukturę drogi zamarza, rozsadzając ją. Jest to naturalne zjawisko, które należy bacznie kontrolować, ale to już zadanie dla mitycznego zarządcy drogi. Przeważnie mamy to, co mamy, czyli dziury, zagłębienia i wyrwy w drogach po sezonie zimowym, które bardzo często są ukryte w dużych kałużach wody z roztopionego śniegu lub z opadów.

I właśnie wtedy nasza czujność powinna być wzmożona. Nie liczmy na to, że każde uszkodzenie auta po wpadnięciu w wyrwę ujdzie nam na sucho, a nasz pojazdto niczym opancerzony Hummer dzielnie pokona trasę – to tak nie działa. Tak samo jak nie powinniśmy liczyć na to, iż każde zgłoszenie uszkodzenia pojazdu zostanie rozpatrzone na naszą korzyść. Zalecamy szczególną ostrożność, ponieważ zbytnia nonszalancja może kosztować nas tyle, co nowa opona, a czasem przyczynić się do spowodowania wypadku.

Wpadłem w dziurę i uszkodziłem pojazd – co powinienem robić?

To pierwsze słowa, które wypowiadamy do partnera, nerwowo dzwoniąc z miejsca zdarzenia. Odpowiadamy: przede wszystkim zachować spokój i nie uciekać, tylko zjechać z drogi w bezpieczne miejsce i zobaczyć, co się stało oraz ocenić rozmiar szkód. A jeśli nie będzie to możliwe, to jak najszybciej opuścić pojazd, włączając światła awaryjne i wezwać policję, która zwykle nie spieszy się – czas ten poświęćmy na dokładne oględziny, znalezienie świadka oraz wykonanie zdjęć dziury i zniszczeń auta. Przy wpadnięciu w wyrwę najczęściej dochodzi do niegroźnego (kosztownego) uszkodzenia opony lub felgi, jednak czasem zdarza się urwanie wahacza, amortyzatora (współczujemy posiadaczom układu wielowahaczowego lub pneumatyki) czy drążków kierowniczych, co skutkuje niebezpieczną utratą sterowności samochodu.

Pamiętajmy zawczasu o jednej istotnej kwestii: jeśli hamujemy przed dziurą, to nie trzymajmy pedału hamulca do końca i nie skręcajmy na wyrwie, lecz tuż przed nią przerwijmy hamowanie, ponieważ ugięte amortyzatory nie są w stanie odpowiednio resorować, więc cała siła wynikająca z wpadnięcia w dziurę zostaje przeniesiona na pozostałe (wrażliwe) elementy zawieszenia testując ich wytrzymałość, do czasu.

A co na to mój ubezpieczyciel?

Równie istotną kwestią jest posiadanie odpowiedniej polisy ubezpieczeniowej. Zwykle kosztowne ubezpieczenie AC (Auto-Casco) chroni nas w wielu trudnych sytuacjach, ponieważ wystarczy powiadomić ubezpieczyciela, zadbać o dowody szkód i w zasadzie zostaje tylko czekać aż pieniądze wpłyną na konto lub oddać auto do naprawy w dedykowanym warsztacie na koszt towarzystwa ubezpieczeniowego. To ono odpowiada za pozytywne doprowadzenie procedury roszczeń, zresztą na swoją korzyść i… poniekąd naszą.

Jeśli natomiast nasz ubezpieczyciel nie uzyska odszkodowania od zarządcy drogi, bo dowody będą niewystarczające albo dopatrzy się w nich np. tego, że nie zachowaliśmy odpowiedniej ostrożności w stosunku do warunków panujących na drodze, to możemy pożegnać się z wypracowanymi zniżkami. Na otarcie łez pozostanie nam wypłata odszkodowania lub darmowa naprawa.

W przypadku posiadania tylko obowiązkowego ubezpieczenia OC (od odpowiedzialności cywilnej), jesteśmy nie tylko skazani na zebranie dokumentacji, ale także to na nas spoczywa zajęcie się całą procedurą odszkodowawczą, żeby cokolwiek uzyskać od osoby czy podmiotu zarządzającego feralną drogą.

Jeszcze inną sprawą jest wysokość odszkodowania – jeżeli zniszczyliśmy oponę klasy premium wartą 500 zł, bo postanowiliśmy nie oszczędzać na bezpieczeństwie, a popularne ogumienie do naszego auta kosztuje średnio 300 zł, to otrzymamy odszkodowanie opiewające na… tę drugą kwotę.

Mając na uwadze powyższe fakty przedstawiamy podstawowe kroki, które należy podjąć, jeśli uszkodziliśmy pojazd i chcielibyśmy domagać się odszkodowania:

  1. Wykonaj dokładny rekonesans miejsca, w którym doszło do zdarzenia. Przydatny będzie tutaj smartfon, dzięki któremu zrobisz szczegółowy zestaw fotografii, dokumentujących winowajcę zamieszania, tj. dziurę drogową oraz każdy zniszczony detal pojazdu. Sprawdźmy też znaki drogowe otaczające miejsce i utwierdźmy się, że dziura nie była dodatkowo oznakowana ani nie zaistniały inne okoliczności, które służyłyby do podważenia naszych racji. Dlatego też nie warto szczędzić miejsca na karcie pamięci, tylko pstrykać wszystko, a im lepsza jakość, tym lepiej. Można też nakręcić krótki film pokazujący szkodę. W przypadku, gdy posiadamy wideorejestrator, to również zachowajmy to nagranie. Pamiętajmy, że zebranie takich materiałów będzie traktowane jako podstawowy dowód.
  2. Poproś postronne osoby, które widziały całe zajście o to, by zgodziły się zostać świadkami pechowego przejazdu. Najczęściej świadkiem może być pasażer, ale także inni kierowcy czy przechodnie. W takiej sytuacji spiszmy dane kontaktowe, a optymalnie będzie, gdy oświadczenie sporządzimy na piśmie.
  3. Wezwij służby porządkowe. Ten krok można też uczynić jako pierwszy, mając na uwadze fakt „znikomej szkodliwości” zdarzenia, zarówno straż miejska, jak i policja nie będą spieszyć się z przyjazdem. My w tym czasie przynajmniej wykonajmy dwa wcześniejsze kroki. Po przyjeździe wezwanych służb dopilnujmy, aby sporządzono stosowną notatkę, ponieważ stanowi ono kolejny dowód w postępowaniu odszkodowawczym.
  4. Oddajesz auto do warsztatu? Poproś o paragony i rachunki. Sprawy związane z domaganiem się zwrotu kosztów mogą trwać tygodniami czy miesiącami, więc zadbaj o to, by zdobyć wszystkie rachunki, świadczące o poniesionych kosztach w warsztacie czy u wulkanizatora, co więcej, zachowaj również zniszczone części. To bardzo ważna sprawa, gdyż nie stanowi tylko dowodu szkody, ale także będzie brana pod uwagę przy ustaleniu należnego odszkodowania.
  5. Sprawdź, kto jest zarządcą drogi. To kluczowa sprawa, jeżeli decydujemy się na samodzielne dochodzenie swoich praw. Dzięki tej czynności poznamy organ, który jest odpowiedzialny za skutki zdarzenia i to do niego możemy zwrócić się z wnioskiem o odszkodowanie.

Przypomnijmy: za drogi krajowe odpowiada Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (nie trzeba jechać do Warszawy – można zgłosić się do jednego z oddziałów regionalnych np. w Krakowie przy ul. Mogilskiej 25 lub elektronicznie), za drogi wojewódzkie zarząd województwa, drogami powiatowymi opiekuje się zarząd powiatu, a drogami gminnymi – wójt, burmistrz lub prezydent miasta.

Warto tutaj wspomnieć, że jeśli droga krajowa lub wojewódzka leży na terytorium miasta na prawach powiatu, to jej zarządcą jest prezydent miasta. W praktyce nie zgłaszamy się bezpośrednio do władz, ale do wskazanego wydziału, czyli zarządu dróg wojewódzkich, powiatowych czy odpowiedniego referatu w urzędzie miasta lub gminy.

Jeżeli auto uszkodzimy na drodze prywatnej, wewnętrznej lub osiedlowej, to wtedy udajemy się z roszczeniem do jego właściciela – spółdzielni, wspólnoty itd. Aktualny stan właścicielski sprawdzimy najczęściej w urzędzie gminy/miasta, na którego obszarze leży droga.

Prawo po naszej stronie

No dobrze, już mniej więcej wiemy, co należy robić i do kogo zgłosić się w zaistniałej sytuacji, ale poznajmy jeszcze podstawy prawne, na które możemy się powołać przy zgłaszaniu wniosku o odszkodowanie.

Podstawowym aktem prawnym będzie „ustawa o drogach publicznych, art. 20. drogi publiczne”. Dowiemy się z niego, że do zarządcy drogi należy przeprowadzanie okresowych kontroli stanu dróg i obiektów inżynierskich oraz wykonywanie robót interwencyjnych i ich utrzymania, by zapewnić należyte bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

Nasze roszczenie do zarządcy drogi opieramy również o „art. 415. Odpowiedzialność ex delicto – zasada winy” kodeksu cywilnego, w którym czytamy, że: „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest to jej naprawienia”. Dotyczy to również czynu zaniechania.

Mając takie umocowania możemy być pewni, iż nasz wniosek zostanie rozpatrzony – jeśli nie przez zarządcę lub jego ubezpieczyciela, to z pewnością na drodze sądowej.

Uszkodziłeś auto? Zbierz dokumenty i złóż wniosek!

Powyższe informacje doskonale pokazują, jak uporczywe może być zbieranie stosowanej dokumentacji, zdobycie oficjalnych pism i oświadczeń czy ustalenie zarządcy drogi. Do tego mogą dojść koszty naprawy z naszej kieszeni, jeśli nie mamy AC. A jeżeli rozstrzygnięcie sprawy przeciąga się, może się to wiązać z wzięciem pożyczki (przecież takie wydatki zawsze przydarzają się w niewłaściwym momencie). Przepisy prawne dają nam okres 3 lat od zaistnienia szkody, by złożyć wniosek o odszkodowanie. Jednak praktyka pokazuje, że lepiej nie zwlekać z tym ani dnia.

Dlatego czym prędzej zbierzmy wymaganą przez prawo dokumentację i od razu składajmy wniosek o odszkodowanie do właściwego zarządcy drogi. Ten zaś będzie mieć 30 dni na rozpatrzenie wniosku. Przez ten czas zarządca lub działający w jego imieniu ubezpieczyciel przyślą do nas rzeczoznawcę, który po zapoznaniu się z dokumentacją i przeprowadzeniu oględzin naszego pojazdu przeprowadzi wycenę szkód lub zdecyduje o odrzuceniu roszczenia. W przypadku odrzucenia nie dajmy za wygraną i nie bójmy się odwołać od tej decyzji. Dodatkowo możemy zwrócić się do niezależnego rzeczoznawcy, który ponownie zbada zakres szkód i wystawi odpowiedni dokument, by na jego podstawie złożyć odwołanie.

Nawet kiedy zarządca czy jego ubezpieczyciel wypłaci nam odszkodowanie, ale będzie ono za niskie z odniesieniu do poniesionych kosztów napraw i utraconych korzyści (kto wie, a może jechaliśmy tą nieszczęsną drogą na ważne spotkanie biznesowe lub w sprawie pracy), to składajmy ponowny wniosek o wyrównanie odszkodowania.

Doświadczenie wielu kierowców pokazuje, że nawet taki upór może nie przynieść oczekiwanego rezultatu – wtedy znajdźmy prawnika i zgłośmy sprawę na drogę sądową.

Podsumowanie

W artykule pokazaliśmy, że jazda po drogach w naszym kraju wiąże się z nieprzyjemnymi niespodziankami, które w najlepszym wypadku mogą skutkować wybrzuszeniem opony czy pogięciem felgi, a w tych mniej szczęśliwych poważnym uszkodzeniem zawieszenia i układu kierowniczego pojazdu, co może skończyć się tragicznie.

Jeśli mieliśmy pecha i już uszkodziliśmy auto, to nie obawiajmy się dochodzić swoich praw – zbierzmy dokładną dokumentacją, powołajmy się na świadków, wezwijmy służby i złóżmy wniosek do zarządcy lub właściciela drogi. To właśnie na nim spoczywa obowiązek zapewnienia tego, by uczestnicy ruchu przy stosowaniu się do przepisów ruchu drogowego czuli się na drodze bezpiecznie.

Niezależnie od tego czy mamy wykupione wszystkie możliwe ubezpieczenia zalecamy ostrożną jazdę, szczególnie w okresie zimowym i wiosennym, kiedy wyrwy i zagłębienia czają się w większości kałuż lub są ukryte po warstwą błota pośniegowego.