Stało się. Przyszła jesień, a wraz z nią pogodowy rollercoaster, czyli: deszcz, błoto, wilgoć, przymrozki, mgły, krótki dzień, oślepiające promienie słońca i słabsze samopoczucie, na przemian z piękną, słoneczną aurą, obfitującą w wysokie temperatury i błękitne niebo. Przeciętny kierowca widząc, co dzieje się za oknem, pierwsze co robi to wyciąga telefon, szuka numeru do znajomego wulkanizatora i próbuje zarezerwować jak najszybciej wizytę w celu wymiany opon na zimowe. Jednak od 2015 r. powyższy scenariusz wcale nie jest taki oczywisty, bowiem na rynku pojawiło się ogumienie całoroczne nowej generacji, którego parametry nakazują się zastanowić nad sensem posiadania dwóch kompletów opon na rzecz jednego, uniwersalnego. Dlatego też postanowiliśmy sprawdzić, jak nowy wynalazek przemysłu oponiarskiego wypada na tle tradycyjnych zimówek oraz to, które z nich są godne polecenia i będą bardziej przydatne zwykłemu kierowcy.

Jak wypadają klasyczne zimówki?

Nie trzeba nikogo przekonywać do tego, że dobry komplet opon zimowych to tzw. „must have” każdego właściciela pojazdu, który dba o bezpieczeństwo swoje i swoich pasażerów. Zwłaszcza, że od października do kwietnia, warunki atmosferyczne mogą płatać figle i być przyczyną kolizji czy wypadku. Oczywiście systemy takie jak: ABS, ASR, ESP i inne są ważne oraz czuwają nad stabilnością pojazdu, to jednak sprawne hamulce i ogumienie wykonane na bazie miękkiej mieszanki może stanowić dla nas ostatnią deskę ratunku w sytuacji awaryjnego hamowania na śliskiej nawierzchni. Abstrahując od ekstremalnych sytuacji, wystarczy mocnej nacisnąć pedał gazu podczas ruszania, gdy mamy pod sobą letnie, zużyte opony i mokry asfalt – wtedy doskonale zdamy sobie sprawę, że przyczepność maleje, a koła zaczynają buksować zanim zadziała ASR.

Historia pierwszych opon zimowych sięga 1934 r., kiedy to fiński Nokian rozpoczął produkcję modelu Weather dla samochodów ciężarowych, a w 1936 serię Hakkapeliitta dla pojazdów osobowych. Ten drugi model zyskał uznanie i sławę na całym świecie, zwłaszcza na przełomie lat 50. i 60. XX w., biorąc udział w słynnych Rajdach w Monte Carlo. Oczywiście proces przekonywania masowego kierowcy do stosowania dwóch kompletów opon zajął kilka dziesięcioleci (szczególnie w Polsce), ponieważ był to spory wydatek, a ich skuteczność odbiegała od dzisiejszych modeli. Dodatkowa kwestia to to, że ruch na drodze był wielokrotnie mniejszy, pojazdy osiągały niższe prędkości, tras szybkiego ruchu prawie nie było, a kwestia jakiegokolwiek dostępu do indywidualnego transportu była stawiana nad bezpieczeństwo. I to właśnie z tych powodów zdecydowana większość ludzi jeździła na oponach uniwersalnych, co było ekonomiczne i zwykle mniej lub bardziej wystarczające na ówczesne warunki drogowe.

Jednak masowa produkcja opon zimowych i ich wielka popularność to dopiero początek XXI w., kiedy taki aspekt jak bezpieczeństwo stał się powszechnym i pożądanym przez klientów standardem w motoryzacji. Często nawet decydującym o sukcesie danej marki. Podobny trend zadomowił się w przemyśle oponiarskim, który poczynił w tej materii bardzo duży postęp, projektując coraz lepsze i bezpieczniejsze produkty. Zresztą, firmy te cały czas prześcigają się w wytwarzaniu ogumienia dopasowanego do konkretnych warunków, w których użytkowany jest pojazd – nie wspominając już o specjalistycznych oponach dla celów sportowych.

Współcześnie czynność okresowej wymiany opon z letnich na zimowe to coś tak oczywistego, jak zmiana odzieży z luźnego t-shirtu na wełniany sweter. Odpowiednio dobrana miękkość gumy, charakterystyczny, solidny bieżnik oraz masa testów, poczynając od prób hamowania i jazdy na mokrym (aquaplaning), przez manewrowanie na lodzie, a na analizie hałasu i oporów toczenia kończąc to główny znak rozpoznawczy zimówek. Klasyczne opony letnie oraz ogumienie uniwersalne wykonane w starej technologii nie są w stanie zapewnić tak dużej stabilności, bezpieczeństwa i komfortu jazdy w trudnych warunkach nawet w porównaniu z budżetowymi zimówkami.

A może komplet opon całorocznych?

Ten typ opony to pionierka, od której zaczęła się masowa motoryzacja. Jej głównym zadaniem było po prostu dawać akceptowalną przyczepność oraz lepszy komfort jazdy w stosunku do archaicznych metalowych obręczy kół. Oczywiście technologia produkcji zmieniała się wiele razy, a w międzyczasie wprowadzono opony bezdętkowe (pneumatyczne). Jednak wraz z pojawieniem się zimówek na szerszą skalę, odpowiednio przygotowanej kampanii marketingowej, większej uwagi w poświęcanej bezpieczeństwu pojazdów, znaczenie opon uniwersalnych zaczęło stopniowo maleć, szczególnie w latach 90. XX w. A od nowego tysiąclecia zostały praktycznie szturmem wyparte z rynku na rzecz opon letnich i zimowych.

Ich ponowny renesans datuje się na początek 2015 r., kiedy francuski koncern Compagnie Générale des Établissements Michelin zaprezentował model CrossClimate. Producent deklaruje, że jest to opona letnia z własnościami zimówki. Nie tylko Michelin produkuje opony całoroczne – inni producenci zauważyli, w którym kierunku zmierza lider i niemal od razu rozpoczęli technologiczny pościg, oferując wiele modeli ogumienia uniwersalnego. Wśród nich można wymienić choćby: Nokian WeatherProof, Goodyear Vector 4Seasons Gen-2, Continental AllSeasonContact, Bridgestone Weather Control A005, Pirelli Scorpion Verde All Season, Hankook Kinergy 4S, Fulda Multicontrol czy Dębica Navigator 2.

Główną zaletą opon całorocznych jest fakt, że zakładamy je raz na kilka lat i nie musimy martwić się kolejkami do serwisu wymiany opon co kilka miesięcy, a ponadto oszczędzamy pieniądze, unikając zakupu dwóch kompletów. Druga sprawa to wszechstronność produktu, którego konstrukcja jest bardzo wytrzymała. Mieszankę dobrano tak, by sprawdziła się w większości trudnych warunków spotykanych zarówno latem, jak i zimą. Kwestia pogody w dobie zmieniającego się klimatu to sprawa, jakiej pominąć nie można. Będąc konsekwentnym, należałoby przekładać opony w zależności od warunków, czyli w naszym kraju (biorąc poprawkę na region i zmiany klimatu) mniej więcej co 1-2 miesiące w okresie wrzesień-maj. I to właśnie przed tą nieprzewidywalnością miałyby nas chronić dobrej jakości wielosezonówki.

Z kolei głównymi zarzutami wobec tego typu ogumienia są: wyższa cena (nie w każdym przypadku) kompletu oraz szybsze zużycie, szczególnie w przypadku szarżowania i intensywnej jazdy.

Porównanie ogumienia wielosezonowego i zimowego

Zestawiając klasyczne opony zimowe z ogumieniem wielosezonowym, należy zacząć od tego, jakie mamy potrzeby w zakresie użytkowania samochodu. Jeśli pokonujemy więcej niż 20-30 tys. km rocznie, zwłaszcza długie trasy (np. autostradami, ekspresówkami), to zdecydowanie powinniśmy wybrać dwa komplety opon bardzo dobrej jakości, ponieważ tylko takie są w stanie zapewnić nam wysoki poziom bezpieczeństwa i należyty komfort prowadzenia samochodu. Chodzi głównie o to, że wielosezonówki nie są przygotowane na tak intensywną eksploatację, szczególnie w warunkach letnich, kiedy pod wpływem wysokiej temperatury i silnych przeciążeń, dochodzi do szybkiego ścierania się bieżnika. Jeżeli jeździmy ciężkim crossoverem w wielogodzinne trasy, opony całoroczne mogą nie nie zdać egzaminu z trwałości.

Jenak z drugiej strony wielosezonówki to kawał dobrej roboty, którą zauważono już w popremierowych testach. Otóż pierwsze niezależne badania wykonane we współpracy z Niemieckim Stowarzyszeniem Nadzoru Technicznego (GTÜ) pokazały, że na 13 badanych kompletów opon zimowych w najpopularniejszym rozmiarze R16 205/55, model Michelin CrossClimate zajął wysokie 4. miejsce, ex aequo z Goodyear UltraGrip 9 i bratnim Michelinem z zimowej serii Alpin 5. Wygrał Continental Winter Control TS 860W, natomiast drugie i trzecie miejsce zajęły odpowiednio opony Nokian WR D4 oraz Pirelli Cinturato Winter. W zależności od rozmiaru i przyjętej metodologii wyniki mogą być nieco inne. Ale i tak w kolenych testach (letnie, zimowe) nowe opony całoroczne zajmują przeważnie miejsca w górnej części tabeli, a czasem nawet walczą o palmę pierwszeństwa. To jednoznacznie potwierdza ich świetną jakość i dobranie parametrów, bynajmniej niebędących efektem kompromisu. Warto podkreślić, że obecnie (2020) producenci opon z segmentu premium (ale też średniego) oferują modele przeznaczone do konkretnych klas samochodów jak np. zwykłych osobówek, SUV-ów czy VAN-ów, a nawet w zależności od warunków użytkowania (miasto, teren, sport).

Jak wygląda porównanie w zakresie kosztów? To zależy, czy wolimy budżetówki, średnią półkę albo klasę premium. W przypadku tej ostatniej zarówno zimówki, jak i wielosezonówki będą wyróżniały się doskonałą jakością, co przełoży się na ogólny komfort użytkowania i bezpieczeństwa. Całoroczne to koszt wyraźnie przekraczający próg 1000 zł za komplet (w zależności od rozmiaru). Naprawdę trudno w tej klasie jednoznacznie stwierdzić, który zestaw będzie lepszy. Pewną podpowiedzią mogą być wspomniane przebiegi roczne, choć w tym gronie nie ma słabeuszy, a ceny są podobne – za uniwersalne zapłacimy nieco mniej, a w dodatku zaoszczędzimy na częstych wymianach – chyba że mamy dwa komplety kół.

Opony budżetowe zimowe (pomijając chińskie wynalazki), powinni wybrać kierowcy, którzy muszą dokonać decyzji, będącej sztuką kompromisu między komfortem a ceną. Z kolei tanie wielosezonówki lepiej sobie odpuścić.

Półka średnia to strefa okazji, gdzie za akceptowalne pieniądze dostaniemy komplet opon o niezłych parametrach i dobrym komforcie jazdy – zimówki i wielosezonowe.

Przykładowe ceny kompletu opon (zimówka/całoroczna) w rozmiarze R16 205/55 wyglądają następująco (stan z dn. 05.10.2020 r.):

  • klasa budżetowa: Barum Polaris 5 – 794 zł/ Barum Quartaris 5 – 842 zł, Dębica Frigo 2 – 767 zł/ Dębica Navigator 2 – 820 zł;
  • klasa średnia: Fulda Kristall H-P2 – 1039 zł/ Fulda Multicontrol 1018 zł; Hankook W452 Winter I-CEPT RS2 – 1055 zł/ Hankook Kinergy 452 H750 – 1152 zł;
  • klasa premium: GoodYear WinterContact TS 860 – 1378 zł/ GoodYear AllSeasonContact 1252 zł; Pirelli Cinturato Winter – 1298 zł/ Pirelli Cinturato All Season Plus – 1246 zł.

Jakie opony warto kupić?

Tak jak wyżej: raczej omijajmy tanie chińskie opony, które tak naprawdę są niebezpieczne, pomimo wprowadzenia ich na restrykcyjny rynek europejski. No chyba że jeździmy naprawdę niewiele (tzw. niedzielni kierowcy), a interesujący nas model zimówek był badany we wiarygodnym, niezależnym teście, z którego raportem możemy się zapoznać.